Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 126 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Witam serdeczne

piątek, 29 października 2010 23:12

 Serdecznie witam wszystkich zainteresowanych mają historią i dziękuję za wszelkie słowa wsparcia. Cieszę się, że są ludzie, którym los drugiego człowieka nie pozostaje obojętny.

Moja historia walki z chorobą rozpoczęła się w pazdzierniku 2007 roku. Podczas zwykłej wizyty kontrolnej u ginekologa dowiedziałam się, że jestem poważnie chora. Początkowo lekarze sądzili, że pozostawiono mi w brzychu chustę chirurgiczną po cesarskim cięciu.
Do tej pory wiodłam życie szczęśliwej mamy malutkiego Mikołajka, który po długich oczekiwaniach urodził się w lutym 2007 roku. Wraz z mężem potrzyliśmy jak rośnie i rozwija się nasze "szczęście"
Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że zwykła kontrolna wizyta u lekarza sprawi, że całe moje dotychczasowe życie legnie w gruzach.
Następnego dnia udałam się na konsultacje do Akademi Medycznej. Podczas badania USG boło obecnych czterech lekarzy, jednak żaden z nich nie potrafił określic czym jest ta zmiana, która znajduje się w moim brzuchu. W następnych dniach były kolejne badania (USG, TK, badania krwi). Jednak nadal nikt nie potrafił mi powiedziec na co jestem chora. Wszyscy mówili, że sprawa jest poważna, ale wyjaśnienia można oczekiwac dopiero po operacji.
Pierwsza operacja została przeprowadzona w listopadzie 2007 roku. Podczas tej operacji byłam przytomna (otrzymałam znieczulenie zewnątrzoponowe), wtedy ziściły się moje najgorsze przeczucia. Usłyszałam co mówili lekarze po otwarciu brzucha, (chociaż mówili niewiele to wyobraźnia dopisała resztę).
Po tej operacji zrozumiałam, że będę musiała podjąc walkę o życie.

Spędziłam w szpitalu około tygodnia. W tym czasie obchodziłam swoje imieniny. Były to najsmutniejsze imieniny w moim życiu. Dzwonili znajomi i rodzina składali mi życzenia szybkiego powrotu do zdrowia a ja słuchałam tych życzeń i płakałam zdając sobie sprawę, że one mogą się nigdy nie spełnić. Wróciłam ze szpitala do domu i nastąpił trudny czas oczekiwania na wyniki histopatologiczne. W tym czasie największe wsparcie otrzymałam od mojego męża i synka to oni pomagali mi zapomnieć o chorobie i dodawali sił.

  Gdy nadeszły wyniki badań okazało się, że jestem chora na mięsaka trzonu macicy o nazwie leyomyosarcoma. Potrzebna była nowa operacja podczas, której miały zostać usunięte  pozostałe ogniska choroby. Trafiłam do szpitala w połowie grudnia. Ze szpitala wyszłam w wigilię Bożego Narodzenia. Całe święta spędziłam wraz z rodziną. Rodzina i przyjaciele zadbali o to, aby na naszym wigilijnym i świątecznym stole nie zabrakło tradycyjnych potraw. Niestety niewiele z tych specjałów mogłam spróbować. Byłam po operacji i mój żołądek nie wszystko tolerował obowiązywała mnie dieta lekkostrawna. Najbardziej cieszyłam się z tego, że byłam razem z rodziną. Mój synek Mikołaj nie miał jeszcze roku ale bardzo się cieszył widokiem choinki i mieniących się ozdób świątecznych. Pod choinką znaleźliśmy skromne prezenty świąteczne nikt przecież nie miał zbyt dużo czasu na zajęcie się takimi sprawami. Najważniejsze jednak były nie prezenty ale to, że byliśmy razem.

Po Świętach Bożego Narodzenia i po Nowym Roku 2008 odebrałam ostateczne wyniki badań diagnoza została potwierdzona. Po wizycie u lekarza onkologa w Wojewódzkim Centrum Onkologii  zostałam wpisana na listę oczekujących na chemioterapię. W ostatnich dniach stycznia otrzymałam pierwszą dawkę chemii. Zniosłam to dosyć dobrze nie miałam nawet nudności. Po dwóch tygodniach zaczęły mi wypadać pierwsze włosy. Najpierw pojedynczo a później coraz to większe ilości. Bardzo źle to znosiłam. Nie miałam jeszcze recepty na perukę. Zbliżały się pierwsze urodziny mojego synka a ja tak strasznie bałam się, że na tę ważną chwilę będę łysa. Na szczęście tak się nie stało włosy wprawdzie mocno mi się przerzedziły ale jeszcze w dniu urodzin Mikołajka miałam własną fryzurę. Niestety po tygodniu straciłam i tą resztkę włosów. Całe szczęście, że była zima, chodziłam więc w czapce dopóki nie kupiłam peruki. Co za ulga wreszcie wyglądałam jak człowiek. Peruka była doskonale zrobiona i wyglądała jak prawdziwe włosy.  Kolejny cykl chemii również zniosłam bez większych problemów. Tak samo po trzecim cyklu nie było specjalnych kłopotów. Po trzeciej dawce chemioterapii wykonano badanie TK, aby ocenić skuteczność terapii. W międzyczasie przyjęłam czwartą dawkę chemii. Po tej czwartej dawce poczułam się bardzo źle, następnego dnia nie miałam siły wstać z łóżka.

Po wynikach badań z tomografii komputerowej okazało się, że chemioterapia jest nieskuteczna. Był to kolejny cios. Tyle starania, poddawania się nieprzyjemnym zabiegom i wszystko na nic. Jedyny jasny akcent to, to że zaczęły mi odrastać włosy. Pojawił się bardzo krótki „jeżyk”. Przypadkowo nastąpiła zmiana lekarz. Pani doktor, u której się leczyłam przebywała na urlopie. Trafiłam do pani doktor, która prowadzi moje leczenie do dzisiaj. Została zastosowana kolejna chemioterapia, którą przyjęłam w 6 cyklach. Każdy kolejny cykl był bardziej nieprzyjemny. Pojawiały się co raz większe nudności i zawroty głowy. Nie poddawałam się jednak, każdego dnia wstawałam z łóżka, chodziłam na spacery. Świeże powietrze łagodziło nudności. Wsadziłam też do doniczki imbir – bardzo dobrze łagodził nudności, więc codziennie go używałam. Po następnym badaniu TK okazało się, że choroba zatrzymała się. Radość była ogromna.   

 Po tych 6 cyklach chemioterapii zostałam skierowana na badanie PET w Bydgoszczy, aby sprawdzić czy poza zmianami w płucach nie ma innych ognisk nowotworowych. Wynik był pomyślny. Zostałam więc skierowana na kolejną operację tym razem płuc. Po usunięciu zmian w płucach tkanki nowotworowe zostały oddane do badania. Wynik tego badania był bardzo obiecujący, ponieważ miał to być inny rodzaj mięsaka, nieco łagodniejszy i dający leczyć się lekami hormonalnymi. Byłam tymi lekami leczona przez pół roku. Okazało się, że leki nie działają a nowotwór znowu zaatakował. Zostałam wtedy wysłana do Warszawy na konsultacje wraz z próbkami pobranymi podczas wszystkich poprzednich operacji. W Warszawie wszystko zostało ponownie zbadane. Wynik mówił, że diagnoza postawiona na podstawie wycinków z płuc była mylna i leczono mnie w niewłaściwy sposób. Po otrzymaniu tych wyników została mi zalecona nowa chemioterapia.   

Przyjęłam trzy cykle nowej chemioterapii, ale również ona okazała się nieskuteczna. Wtedy pojawiła się możliwość wzięcia udziału w programie badawczym. Firma farmaceutyczna przed wprowadzeniem leku na rynek musi przeprowadzić badania, potrzebuje pacjentów, którzy będą brali taki lek i poddawali się badaniom. Ja podpisałam zgodę na udział w takim programie. Od połowy września 2009 rozpoczęłam udział w programie. Każdego dnia brałam cztery tabletki, początkowo co tydzień a później co trzy tygodnie chodziłam na badania. Po pierwszym badaniu TK (które miało miejsce po 6 tygodniach brania leku) okazało się ku mojej wielkiej radości, że lek działa, powoli ale zmiany nowotworowe są trochę mniejsze.

  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 24 października 2017

Licznik odwiedzin:  63 445  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Galerie

O mnie

Witam wszystkich zainteresowanych moją historią. Jestem chora na raka, ostatnio NFZ odmówił mi dalszego leczenia

Kategorie

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 63445

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Favore.pl

Pytamy.pl